[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

 

Jest rok 1981. Zmiany polityczne w kraju i wydarzenia, które niebawem nastąpią, wymogły bardzo poważne decyzje na jeszcze niedojrzałych młodych ludziach. Skończył się czas „cyganerii i bohemy”, jedni wówczas opuszczali Polskę z własnej woli inni zmuszeni byli do ucieczki, kto znał, „tamtego” Krzyśka wie dlaczego. Dzisiaj być może słowa utworów „Wrześniowa noc” i „List do matki” brzmią nieco patetycznie dla uszu naszych dzieci, ale proszę pamiętać, że nie było żadnej perspektywy powrotu. Cała rodzina pozostała na Kilińskiego, nie było możliwości pożegnać się z umierającym ojcem a bezpieka tylko czekała na pojawienie się syna na pogrzebie.

Wrześniowa noc.

Sł. Krzysztof Rakowski

Wrześniowa noc, pociąg ruszył w nieznany świat.

Wiatr zanucił smutną swą pieśń, oczy miałem we łzach.

Wrześniowa noc, uciekałem po cichu jak tchórz.

W walizeczce dźwigając swój los, matka roniła łzy.

Graniczny step, gdzie zasieków kolczasty las.

Smutny mój wzrok, gdy żegnałem swój kraj (ojczyznę),

Kurtyna w dół i żelazne zamknęły się drzwi,

Zamykałem młodości mej czas, pociąg mknął w nowy świat.

Samotna noc, nawet gwiazdy zniknęły gdzieś,

Czule nucąc tę starą pieśń, z matką żegnałem się.

W głowie mej szumiała wódka z poprzedniego dnia,

Gdy żegnałem me miasto, mój świat – być może na wieczny czas.

Nadziei sen, że nowe życie powstanie gdzieś,

I cichy lęk, samotności złej lęk…

A obok mnie, nowe życie budziło się,

Zimny witał mnie północny wiatr, walki mej nadszedł czas!

Ciemna ta noc, mrok rozdzielił nas czarny i zły.

Zrozumiałem boleśnie, że już matka mnie nie przytuli.

W tę długą noc, patrząc w okno do świtu, bez snu.

Nikt nie słyszał modlitwy mej słów, pożegnalny mój blues,

Nikt nie słyszał modlitwy mej słów, pożegnalny mój blues.

List do Matki.

Sł. Krzysztof Rakowski

Czy pamiętasz dziś, ten mój pierwszy list?

Gdy pisałem Ci, że tak smutno mi.

Lecz łez nie roniłem,

Tylko zamykałem się

W świat moich marzeń

W których znów widziałem Cię.

A było przecież tak wesoło.

Urząd Socjalny dał nam byt.

I wciąż płynęła noc za nocą.

Z moralniakiem pełzał dzień.

A było przecież tak wesoło

Bo wódki ciągle było w bród.

I wciąż płynęła noc za nocą

I podłym kacem pełzał dzień.

Nie pisałem Ci, jak naprawdę ciężko mi.

Nie pisałem Ci, że nie umiem tu żyć.

Lecz łez nie roniłem, tylko zamykałem się

W świat moich marzeń,

W których znów widziałem Cię.

Nie pisałem Ci, że za domem tęsknię w snach

Że samotność drwi, wokół wrogi obcy świat.

Lecz łez nie roniłem….

 

 

 

Bronek pisze fantastycznie o miłości, nazywam to drugą twarzą Bronka. Można pisać o miłości do matki, miłości niespełnionej, ale można pisać o miłości do wnuczki, do żony.

Od autora: Muszę tu wtrącić kilka ważnych słów.

Mówią, że stara miłość nie rdzewieje i to jest najprawdziwsza z prawd. Ula nie wspomina nic o tym, choć w tym momencie jest bohaterką poniższych słów. Może trochę czuje się skrępowana? Wszak to Ona jest tą dziewczyną z Pogorzelca, piękna historia.

Może więc najpierw o tej miłości co najbliższa sercu. Warto ją poznać.

Dziewczyna z Pogorzelca.

Sł. Krzysztof Rakowski

Wiatr mi przyniósł jej uśmiech
W moich snach widziałem ją.
Lecz dziwny los, nie dał żadnych szans
Dziewczyno z Pogorzelca,
Dziewczyno z marzeń mych i snów.
Już w czwartej klasie pokochałem ją.
Przepiękne dziewczę, długie włosy blond.
Biała kokardka, piękny zarys ust.
W noc zasypiając wymawiałem imię jej.
W tatrzańskiej ciszy, jak zimowy sen.
Nad Morskim Okiem stałem obok niej.
Siedziała w autobusie obok mnie.
To był mój najszczęśliwszy, najszczęśliwszy dzień.
A później drogi nasze gdzieś rozeszły się.
Ty wyjechałaś, ja poznałem seks.
40 lat uczyłem życia się,
lecz obraz wspomnień wciąż powracał, do mnie, we śnie.
Po latach nagle zobaczyłem ją,
Przepiękne oczy, przenikliwy wzrok.
Dziewczynę z moich wspomnień, z marzeń mych.
Dziewczyno z Pogorzelca. Ja ciągle, ciągle kocham Cię.

 

 

      1. Dziewczyna z Pogorzelca

 

Erotyk Bronka „Jesteś tak blisko” w interpretacji Krzyśka, następnie „Wnusia” utwór muzycznie również opracowany przez Krzyśka

Jesteś tak blisko.

Sł. Bronisław Piróg

Jesteś tak blisko, ciekawa mego oddechu
A oczy Ci błyszczą, usta w lekkim uśmiechu
Czekają dotyku, wargo co smakuje
Zwilżam językiem by lepiej czuć
Serce słychać i się spieszy
Twym oddechem oddychać, w Twój smak się wsłuchuję
I wargę łapię łapczywie, tak nabrzmiałą czuję
Ssę ją chciwie, i druga mnie warga dotyka
I pełnia ust się zamknęła i nieśmiałość odeszła
Ja w Ciebie, Ty we mnie weszłaś.
Pocałunek jest pierwszy, potem reszta ciała,
Ale nie o tym ten wierszyk
Chociaż wiem, że pewnie byś chciała.

Wnusia

Sł. Bronisław Piróg

Ona ma oczy jak anioł, zamknięte gdzieś w długich rzęsach
I szczęśliwy jestem gdy patrzę na nią
Radosny, gdy jest w moich rękach.
Wnusia jest jeszcze malutka, nie zna życia przed sobą
Nic nie wie o smutkach, ona ma dla życia radości gest
Śmieje się do nas szeroko, radośnie w dłoń uderzy
Buzie wystawia słodką,
Zębem twardość szklanki mierzy.
Rośnie i pięknie gaworzy, serca nasze podbija
Jutro pierwsze zdanie ułoży
Och! Jak szybko ten czas mija.
Czekam aż dziadzia mi powie, czekam aż to usłyszę
Zapiszę to w sercu i w głowie
W te słowo ubiorę ostatnią mą ciszę.
I będę niósł je w pamięci daleko
Na ile mi przeznaczone
Ona dziś z butelki pije mleko
A ja przecież jutro mogę przejść na drugą stronę.

 

O kolejnych strofach Urszula mówi:

 

Kiedyś spotkaliśmy się z Bronkiem na cmentarzu na Kuźniczkach w Zaduszki. Spotkaliśmy się, by odwiedzić naszego drugiego „ojca” dh. h. Leona Bielińskiego, był on tym, który nas również wychował, kształtując nasze wartości, bronił przed upolitycznionym harcerstwem, wpoił nam ducha i idee skautingu. Odwiedziliśmy również jego żonę, a naszą niezapomnianą ś.p. dyrektorkę Panią Janinę Bielińską, która to niejednokrotnie ratowała „skóry” swoich wychowanków w przejawie ich nadmiernej wyobraźni. Odwiedziliśmy również mogiłę naszego przedwcześnie zmarłego kolegi z klasy, z drużyny, Janusza Stelmacha, z którym ja siedziałam w jednej ławce. To dawne spotkanie nas dwojga obecnie przerodziło się w święto, które nazywamy: Zaduszkami Harcerskimi. Rokrocznie zjeżdżamy się z całej Europy, by w ostatnią sobotę poprzedzającą listopadowe święto odwiedzić tych, którzy odeszli. Słowami Bronka ich wspominamy:

 

Wspominając tych co odeszli

sł. Bronisław Piróg

Przyszliśmy do Was
żeby powiedzieć “Czuwaj”
jak co roku,  kolejny raz
odwiedzamy Was tutaj.
Piękny dzień na wspomnienia
na modlitwę i piosenki

 

 

i choć czas wszystko zmienia
jesień ta sama i ten nieba błękit.
Mamy dziś zbiórkę
tak jak kiedyś z Wami
robimy sobie powtórkę
chodząc cmentarnymi uliczkami.
Znicze niesiemy
płomyk pamięci zapalamy
dziś z Wami być chcemy

 

 

Te biwaki, obozy i rajdy
mundurki takie zielone
najsmaczniejsze chleba pajdy
finką na pałatce ukrojone
Najpiękniejsze zielone lata
Wam je zawdzięczamy
i zawsze – do końca świata
dziękujemy i pamiętamy
Może jutro i my popłyniemy daleko…

 

Krzysztof przez lata tworzył w podziemiu, ukrywając w szufladzie napisane wiersze, do których w przypływie nostalgii być może i depresji komponował muzykę. Poznawszy parę utworów, namówiłam Krzysia, by je nagrał, nawet w standardzie tzw. domowym i nieprofesjonalnym. Raz, by je zachować, dwa, by w przyszłości mieć materiał do wydania płyty studyjnej. „Wyrzucenie” z siebie tych osobistych tekstów było psychoterapią. Jak sam zresztą mówi: jedni chodzą do psychiatry, inni piszą wiersze. W wiersze Krzysia całą swoją wrażliwością  „wtopił” się Bronek, którego gościliśmy w naszym domu w Bremie, Po jego powrocie do kraju, jak Przybora z Osiecką zaczęli korespondować wierszem. Niczym „Śpiewające listy”.

Z listu Bronka do Krzyśka:

Żołnierz z Pogorzelca

Żołnierzu losu z Pogorzelca! Twardy jesteś jak stal.
Życie śrubę Ci dokręca, w sercu boleść niesiesz i żal.
Europa chłodno Cię przyjęła, jak ta zimna macocha zła,
i kręgosłup Ci przegięła, i wykrzyknęła, że Cię nie kocha!

W grzęzawisku łez utknąłeś, i nikt Twego krzyku nie słyszy!
Jak dziki ptak z sideł się wyrwałeś, lotem łabędzim, krzykiem ciszy.
Sam walczysz z tęsknotą, w miłości co serce parzy,
Sny i marzenia ciągle się plotą. Samotność ma wiele twarzy!

Jesteś żołnierzem z końca kolejki, z nadbagażem gorzkich dni
Lecz Twój hart ducha tak jest wielki!

Ty w końcu spełnisz swoje sny.
Kupisz ten bilet do Kędzierzyna, tam źródło nadziei i myśli Twych.
Tam twa piosenka się zaczyna, Tam Wela, Pulchny, Głuchy no i Ty.

Wróć do krainy szczęścia, do lat młodzieńczych wróć,
Do Kędzierzyna ślij zaklęcia, o Pogorzelcu pieśni nuć.
Tu sobie życia przystań zbudujesz. Twoja łódź zacumuje tu.
To się dopiero w domu poczujesz,
Tu nad Odrą w miejscu Twoich marzeń i snów.

Wróć posłuchaj i zaśpiewaj, tu nad Odrą, nad Kłodnicą.
Wróć i dobre sny miewaj, lata, które przeszły, się nie liczą.
Kupisz ten bilet do Kędzierzyna, tam źródło nadziei i myśli Twych.
Tam Twa piosenka się zaczyna, tam Wela, Pulchny, Głuchy no i Ty.
Jeszcze wszystko przed Tobą! Razem z Ulą przyszłość bierz.
Napisz piosenkę wesołą, nową i w końcu tym życiem się ciesz!

 GALERIA ZDJĘĆ

Epilog.

Krzysztof Rakowski to były klawiszowiec, który niespodziewanie znalazł się w składzie zespołu Kenedth,. 40 lecie powstania grupy stało się inspiracją do organizacji wspomnieniowego koncertu. Idea Mirka Nowakowskiego niespodziewanie przekształciła się w cykliczną, lokalną imprezę pt. Gitariada 40. Imprezę skupiającą miłośników kędzierzyńskiego muzykowania, z różnych przyczyn rozproszonych po świecie.

Głuchy, Wela, Pulchny i Rak.

Sł. Krzysztof Rakowski

 

W siedemdziesiątym czwartym roku, gdy nasze drogi zeszły się.

Bakcyl muzyki połykany, wprost narkotyczny muzy sen.

Nie było celów, planów, dążeń. Po prostu każdy pragnął grać.

Wino i wiele różnych zdarzeń w tych latach kształtowało nas.

Występu w Muszli, Gitariady. Ciężkiej Syntezy Rocka dźwięk.

Byliśmy cały czas na fali. Graliśmy Parpli, Stonsów, Yes

I w mieście zawsze hołubieni na fajfach dawaliśmy czad.

Marząc o Nowym Orleanie, Głuchy, Pulchny, Wela, no i Rak.

Może kiedyś zagramy jeszcze raz

w naszym mieście,

tu w Kędzierzynie.

Może kiedyś nas przywoła miasta zew

z Norymbergii, Osterode lub z Bremen.

Może kiedyś odpłyniemy jeszcze raz

w glorii rocka tu w Kędzierzynie.

Może kiedyś zapłonie w żyłach krew,

zanim życie nasze przeminie.

Wśród wielu naszych muzycznych przygód,

jak do kotleta grany jazz.

W Irenie, w Bajce czy w Kaskadzie

przeróżne szlauchy szyło się.

Gdy Sambę Ryś na wiośle rzeźbił

w czułości spojrzeń wielu pań.

 Mirek jak Anioła śpiewał,

nie jeden pozazdrościł nam.

Muzyczne drogi się rozeszły.

Gdzieś za granicą zginął ślad.

 

 

 

 

 

Po wielu latach los tak sprawił,

że się odnalazł dawny skład.

Gdy po trzydziestu latach wreszcie

na deskach kędzierzyński być

Gdy spełni się marzenie moje,

marzenie mych młodzieńczych dni.

Może kiedyś zagramy jeszcze raz

w naszym mieście, tu w Kędzierzynie.

Może kiedyś nas przywoła miasta zew

z Norymbergii, Osterody lub z Bremen.

Może kiedyś odpłyniemy jeszcze raz

w glorii rocka, tu w Kędzierzynie.

Może kiedyś znów zapłonie w żyłach krew,

zanim życie nasze przeminie.

Może kiedyś zagramy jeszcze raz

w naszym mieście, tu w Kędzierzynie.

Może kiedyś nas przywoła miasta zew

z Norymbergii, Osterody lub z Bremen.

Może kiedyś odpłyniemy jeszcze raz

w glorii rocka, tu w Kędzierzynie.

Może kiedyś znów zapłonie w żyłach krew,

zanim życie nasze przeminie.

zanim życie nasze przeminie.

zanim życie nasze przeminie.

 

 

 

      2. Głuchy, Wela, Pulchny i Rak

Siadając do redagowania tego tekstu nie zdawałem sobie sprawy z czym przyszło mi się zmierzyć. Ot, kilka słów ułożonych w rymy, kilka piosenek napisanych w chwilach wolnych od pracy. Ot, zwykła pasja, zwykłych ludzi. Im bardziej zagłębiałem się w twórczość obu panów, tym bardziej przekonywałem się o ich wyjątkowości. Podobnie jak ś.p. Waldek Więckiewicz, przywraca swą pamięcią lata młodości spędzone w Kędzierzynie, tak Bronek oraz Krzysiek robią to samo. W nuty oprawionymi rymami, malują swoją niezwykle ciekawą biografię. Treść utworów to nie wymyślona fabuła. To opis tego co wydarzyło się w życiu obu panów. To najprawdziwsza historia.

Chylę czoła Panowie.

Na koniec pragnę wszystkim zadedykować słowa Jacka Grania (Franciszka Walickiego) cudownie zilustrowane muzycznie przez Czesława Wydrzyckiego (Niemena).

Coś, co kocham najwięcej.

sł. Jacek Grań (Franciszek Walicki)

Jest coś
Coś, co kocham najwięcej
Coś od czego
Oddalił mnie czas
Lecz myślami
Wracam jeszcze najczęściej
Do dziecięcych zabaw
I do minionych lat

Jest taki ląd daleko
Za nim pola i las
A za lasem
Tam nad rzeką
Wiosną rosną kwiaty
Których już
Nie zobaczę nigdy
Nigdy nie zobaczę już

Jest wiele wspomnień których
Nie złamał czas
Ale żadne z nich
Nie powraca jak to

Jest taki dom daleko
Za nim pola i las
A za lasem
Tam nad rzeką były
Były kwiaty
Których już dawno nie ma
Nie ma nie ma
Dla mnie nie ma tu
Tam wśród kwiatów
Zostawiłem wspomnienia,
Których nigdy,
Nigdy nie, nie zapomnę już.

Tekst: Zbigniew Kowalski w oparciu o scenariusz przygotowany przez Urszulę Rakowski.
Zdjęcia: Zbigniew Kowalski oraz prywatne archiwum Piotra Ziemkowskiego.
Filmy: Joachim Dominik Parusel
Opracowanie graficzne: Zygmunt Pieluch

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł wyślij Like, a jeśli jeszcze umiesz pisać, skomentuj na Facebooku.
Share on Facebook
Facebook

Opublikowano dnia: 02.11.2021 | przez: procomgra | Kategoria: Biografie, Co jest grane?, Fotoreportaże, Historia, Historie kędzierzyńsko-kozielskie, Koncerty, Wspomnienia

Strony: 1 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Comment moderation is enabled. Your comment may take some time to appear.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

TŁUMACZENIE Google»
%d bloggers like this:

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie.

Zamknij